Dlaczego lepiej nie ufać lekarzom?

zaufanie - Nie ufaj lekarzowi, który milczy na temat skutków ubocznych i opowiada bajki, że wstrzyknięcie botoksu uczyni cię szczęśliwszym
lekarz rentgen Phil Boorman
 
Lekarze nie informujący pacjentów o skutkach ubocznych powinni budzić podejrzenia (fot.PAP/Phil Boorman)
 

- Nie ufaj lekarzowi, który milczy na temat skutków ubocznych i opowiada bajki, że wstrzyknięcie botoksu uczyni cię szczęśliwszym - ostrzega dr Andrzej Ignaciuk.

NEWSWEEK: Wstrzykiwaniem botoksu oprócz lekarzy zajmują się dziś kosmetyczki i kosmetolodzy. Można im ufać?

DR ANDRZEJ IGNACIUK: Toksyna botulinowa, znana pod popularną nazwą „botoks”, to lek sprzedawany na receptę i dlatego powinien go aplikować lekarz, i to dopiero po wizycie lekarskiej. Choć botoks jest bezpieczny, to jednak jak w przypadku każdego leku w pewnych okolicznościach może wywołać nieprzewidziane skutki uboczne, także – w ekstremalnych przypadkach – śmierć. Inny popularny specyfik, kwas hialuronowy, to wprawdzie nie lek, ale materiał medyczny, który podlega rejestracji i też powinien być podawany przez lekarza. Właściwie nie ma substancji, która mogłaby być wstrzykiwana u kosmetyczki czy kosmetologa, bo w reakcji na każdy zastrzyk mogą np. wystąpić drgawki. I co wtedy? Niezbędny jest tu nie tylko lekarz, ale i tzw. środowisko lekarskie, czyli gabinet, w którym jest odpowiednie wyposażenie, warunki higieniczne, a wreszcie – substancje przeciwwstrząsowe. Według mnie kosmetyczka czy kosmetolog przeprowadzający zabiegi medycyny estetycznej działają bezprawnie. Czy to jest przestępstwo, czy wykroczenie, o tym już zdecydować powinni specjaliści.

Zastosowanie botoksu w pewnych, ekstremalnych sytuacjach może nawet spowodować śmierć pacjenta.

NEWSWEEK: Powinien Pan zgłaszać organom ścigania przypadki naruszenia prawa.

DR ANDRZEJ IGNACIUK: I tak też robimy jako Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging. W prokuraturze zostało już zgłoszonych kilka spraw, niebawem odbędą się pierwsze rozprawy. O przypadkach przeprowadzania zabiegów przez osoby, które nie powinny tego robić, informujemy też Naczelną Izbę Lekarską, a nawet Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, bo działanie niektórych kosmetyczek czy kosmetologów to nic innego jak bezprawna konkurencja. Niestety, część kolegów lekarzy przykłada rękę do psucia rynku medycyny estetycznej. Organizują jedno- czy dwudniowe kursy, na których uczą przeprowadzania takich zabiegów. Potem, kiedy dzwonię do salonu kosmetycznego i np. podaję się za klienta, słyszę, że pani ma uprawnienia do wstrzykiwania tego czy tamtego, bo przeszkolił ją doktor X. Nie wiem, czy to taka linia obrony, czy autentyczne zdziwienie, ale zdarza się, że kosmetyczki nie mają świadomości, że ten certyfikat od doktora X do niczego ich nie uprawnia.

NEWSWEEK: Trafiają do Pana osoby pokrzywdzone przez samozwańczych fachowców?

DR ANDRZEJ IGNACIUK: One najczęściej wstydzą się dochodzić swoich praw, bo nie chcą afiszować się z głupotą. Przypominają sobie, że ktoś je ostrzegał, żeby poszły do sprawdzonego lekarza, że gdzieś czytały o konsekwencjach nieudanych zabiegów, ale jest już za późno, bo teraz mają nieodwracalnie oszpecone twarze, niesymetryczne czy powykrzywiane. Pamiętam przypadek wstrzyknięcia kobiecie żelu do USG zamiast kwasu hialuronowego. Skutki były opłakane.

NEWSWEEK: Lepiej więc iść na zabieg do lekarza, choćby i okulisty, niż do kosmetyczki?

DR ANDRZEJ IGNACIUK: Każdy lekarz ma prawo wykonywać zabiegi medycyny estetycznej, bo nie ma specjalizacji, która przygotowywałaby fachowców. Są specjalizacje stosunkowo bliskie medycynie estetycznej, ale żadna nie przygotowuje w pełni do wykonywania takich zabiegów, nie daje ani całej wiedzy, ani odpowiedniej praktyki.

NEWSWEEK: To jakiego lekarza wybrać?

DR ANDRZEJ IGNACIUK: Dobrze, jeśli taka osoba ma certyfikat lekarza medycyny estetycznej, ukończoną szkołę, w której nauka trwa od roku do lat trzech, jeździ regularnie na konferencje, szkolenia. Na miejscu pacjenta pytałbym też o to, jak długą ma praktykę w przeprowadzaniu zabiegów. Z naszych badań wynika, że tylko 13 proc. lekarzy pracuje w branży dłużej niż 10 lat.

 

NEWSWEEK: Jakiemu lekarzowi nie ufać?

DR ANDRZEJ IGNACIUK: Takiemu, który twierdzi, że zabieg jest zawsze łatwy i przyjemny, i jak ognia unika mówienia o powikłaniach. Opowiada bajki. Mówi, że wstrzyknięcie botoksu czy inne działanie sprawi, że pacjent stanie się szczęśliwy, wyleczy się z depresji, że będzie wyglądał młodziej o 20 lat. Niepokój powinien budzić brak wywiadu lekarskiego: pytań o ciążę, alergie, choroby. Podobnie jak mówienie, że lekarz przeprowadzi zabieg lunchowy, czyli że wystarczy umówić się przez telefon, wpaść do gabinetu na 30 minut i będzie po sprawie. Zwróciłbym też uwagę pacjentów na lekarzy, którzy są medialnie wszechobecni – nie zawsze są najlepszymi specjalistami, choć oczywiście znam i takie przypadki. Częstotliwość występowania w mediach nie mówi jednak nic o fachowości lekarza.

dr Andrzej Ignaciuk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging